piątek, 26 października 2012

Marto.

Cześć Grubasie!

       Miałam Cię przetrzymać tak ze dwa tygodnie z odpowiedzią, ale że akurat mam fazkę, to znaj łaskę (rym nie był celowy, ale nawet fajnie to wyszło). Stwierdziłam, że jak sama przedłużę, to na Twoją odpowiedź będę czekać jeszcze dłużej, więc oto jestem.
Jeśli chodzi o moje dzieścia-dwadzieścia, to sama starałam się o tym zapomnieć, ale niestety nie poszło mi to tak dobrze jak Tobie. Nic się nie przejmuj, ludzie mają w naturze nie pamiętanie o takich rzeczach. O Twoich urodzinach bardzo dokładnie pamięta może jedynie Twoja matka, bo wiąże się to dla niej ze wspomnieniem nie lada mistycznych przeżyć. Ojciec to nie ma o czym mówić, bo chyba zawsze bardziej ma zakodowany dzień, w którym Cię spłodził, ale po pierwsze to zwykle wychodzi jak już jesteś bardzo duża, albo nie wychodzi nigdy (może i lepiej), a po drugie czasami zlewa mu się to z wieloma dniami bardzo do owego podobnymi. Tyle, że ojciec ma tą przewagę, że mu matka zawsze przypomni (chyba że się nie lubią, co też jest dość popularne). Cała reszta ludzkości musi sobie tę datę najzwyczajniej w świecie zapisać, żeby nie zapomnieć. Dlatego też w pełni Cię rozumiem i w zupełności Ci wybaczam. najważniejsze, że zrozumiałaś swój błąd, a nawet wyczuwam symptomy nadchodzącej poprawy!
        Cieszę się, że w końcu tu zawitałaś, choć z niemałym trudem, o moim czasie oczekiwania po prostu nie wspomnę, bo był długi i ponad moje siły. Zdjęcie po lewej możesz spokojnie zmienić sobie na bardziej satysfakcjonujące, jeśli ma to nam pomóc to godzę się nawet na to z szalonym piercingiem! No i jak chcesz to możesz oczywiście być od piaru, chociaż myślę, że z moją spontanicznością i Twoimi cyckami droga kariery stoi przed nami otworem i w ogóle nic nie musimy robić, bo ma ona dla nas postać ruchomych schodów, czyli wystarczy, że na niej staniemy.
Z Drwalem Roku poniosła mnie fantazja, ale jak zwykle rzeczywistość przebija wszystko. Pogratuluj swojemu sąsiadowi Robertowi ode mnie. I to nie tylko tej konkursowej belki, ale w ogóle całego tartaku (wiem co to tartak, bez sprawdzania w googlach!). Za skrzynkę kilera albo libera, to ja bym sobie tego gwoździa nawet we własne ciało wbić pozwoliła.
        Wilgotna Marto, gumiak to żaden wstyd. W Szkocji to nie tak jak u nas. Tam gumiak to nie but, tylko styl życia. Zainwestuj w gumiaki, niech wiedzą, że Cię stać, że Polacy nie gęsi. Jesteś asystentką do spraw sprzedaży, pniesz się po szczeblach kariery (ale jaja patrzę przez okno, a u mnie pada właśnie ŚNIEG, jest listopad, przesada!), pniesz się po szczeblach kariery (nie mogę uwierzyć dalej, szał). Za długie już zdanie, zaczynam nowe. Coś to długo chyba wyjdzie dzisiaj. Ten śnieg mnie wybił, ale generalnie chodziło o to, żebyś kupiła gumiaki i przestała się wydurniać. Jak będziesz sławna, to już gumiak nie przystoi, więc korzystaj póki wolno.
         Teraz o mnie będzie. Uwaga. I tak nie będzie wszystko, bo się nazbierało, ale może i się uda.
Mama narzeka że rzadko przyjeżdżam, ale czemu tu się dziwić. Zjechałam ostatnio w kotlinę, to tyle z tego wyszło, że spadłam z drzewa i mam dziarę na klacie jak po konkretnej walce na maczety, albo jak po jakichś cygańskich porachunkach. Zachciało się jesień witać. Druga rzecz, to przepizgało mnie wiatrem. Wiesz jak to jest. Młodość, radość. Nie wysypiasz się, jesz mało owocków i warzyw i nie bierzesz szalika wtedy, kiedy trzeba, bo już taki z ciebie buntownik. Aż tu pewnego dnia tak ci przewiewa kark, że więcej szalika nie zapomnisz. Obudziłam się w mym rodzinnym domu i jedyny kierunek, w którym mogłam patrzeć, to przed siebie. Jakkolwiek metaforycznie i wzniośle to nie brzmi – nie polecam. Pani w aptece kazała mi smarować amolem i powiem Ci że niech sobie dupę tym amolem posmaruje. Tak samo szybko przeszłoby mi samo z siebie, jak przeszło z tym amolem. Zaczęłam nawet jeśc więcej owocków i warzyw, jakby to miało nagle coś dać, ale nie odczułam specjalnie rezultatów, więc przestałam się wydurniać. Jedyne co miałam przez ten amol, to nieprzyjemności. Wiesz, idziesz na randkę i zamiast usłyszeć: "o, czyżby chanel", słyszysz: "yyy, zdaje mi się czy coś tu zajeżdża jakimiś ziołami, albo amolem". I wszystko jest do uratowania, dopóki twój potencjalny przyszły mąż nie zorientuje się, że ten zapach towarzyszy wam od początku do końca, bo należy do ciebie... W każdym razie już nie boli, więc znowu mogę chodzić na łowy.
        Zdałam egzamin komisyjny z mikroekonomii!!! To dopiero niezłe. Wiem, że już Cię o tym informowałam, ale do dziś się tym chwalę. Także możesz się dalej śmiać z tego, że jestem na ekonomii, bo dalej na niej jestem. Chociaż możliwe, że wystarczy poczekać do stycznia, bo mam w tym semestrze statystykę, finanse i rachunkowość. Czyli moje trzy pięty achillesowe. Nie no, żarty na bok. Kto w październiku myśli o sesji. Więc przejdźmy do konkretów. Mój pan od finansów, młody gościu. wygląda na takiego co całe życie kuł i nikt go w szkole nie lubił, a potem na studiach, kiedy ludzie udają dorosłych i tolerancyjnych próbowali, ale zasłaniał testy zamiast pomóc słabszemu i też przestali go lubić. Na takiego wygląda. I jest taki wiesz, ambitny, ciśnie nas, widać, że chłopak swoje ideały ma, wierzy w edukację i w to, że nas czegoś nauczy i wszystko będzie dobrze. Czyli młody - naiwny. No i wygląda w końcu też na takiego wanna be prezesa banku. Chudziutki blondynek w okularkach itd. I UWAGA. Internet to źródło życia i wszechrzeczy. I znalazło się o nim parę informacji. Otóż mój pan od finansów śpiewa w heavymetalowym zespole. Ba, nie tylko śpiewa, ale i gra na gitarze! Także pozory, jak świat światem, wciąż mylą. Nie wyobrażasz sobie jak wielkie było moje zaskoczenie. Przez chwilę   nawet pomyślałam, że mój człowiek, że fajny gościu, bunt i te sprawy, że jest dla niego nadzieja. Ale na ostatnich zajęciach zrobił nam niezapowiedzianą kartkówkę i już nadziei dla niego nie ma. Na ostatnich zajęciach błyszczały też na jego szyi dwa obiekty, zidentyfikowane przez grupę, jako dwie świeże i soczyste malinki. Jego perfekcyjny kamuflaż "przyszły prezes" zaczyna pękać i znikać. Niestety.
        Ostatnio poznałam dużo ludzi, ale nie są tak idealni jak Ty, więc tematu nie omawiam. Generalnie dużo wychodzę i rzadko wracam, przez co moje gospodarstwo domowe przeżywa kryzys. Kwiatki więdną, w lodówce światło itd. Jest taki syf, że nikt nie wpada już nawet na przygodny seks, bo boi się, że coś złapie i to nie ode mnie tylko od mojego mieszkania. Dlatego jutro zarządzam sobie dzień gospodarczy. Wypucuję wszystko jak mama marka mareckiego.
        Mam nadzieję, że zauważyłaś, że dzisiaj u mnie zero smutku! Chcę Cię napompować pozytywną energią, bo zauważyłam tam u Ciebie jakieś kłopoty między zdaniami!

Kocham, pospiesz się, bo będę nienawidzić ;*

Joanna.



poniedziałek, 22 października 2012

Joanno!
wieść o tym, że moge być sławna oszołomiła mnie nie mniej niż nie jeden mały dziabnięty na lewą nóżkę. potrzebowałam trochę zeby sie otrzepać i cos tu sklecić. a więc przybywam choć może nie tak otwarta, pewna siebie i spontaniczna jak Ty ale jednak się kolegujemy czasem, to chyba o czymś świadczy i mam nadzieje, że nie tylko o tym, że przeciwieństwa się przyciągają.
nie będe powracać do tematu alkoholowego mimo tego, ze najbardziej zaciekwaiłby naszych czytelników.większość z nich to przecież nasi wspólni znajomi, których tu napuścimy żeby nie było pusto.
chciałam sprostować pewną informacje o mnie, tu po lewej stronie jak spojrzysz, tam gdzie jest to moje ładne zdjęcie. swoją drogą mogłam Ci przesłać pare też innych moich.mam bardzo fajne. takie z jarzębiną jedno i dwa nad stawem, mam też takie z gołym brzuchem, jak jeszcze miałam piercing w pępku. co jak co ale to by nam dodało polotu. za piar odpowiedzialna będe ja, tak sobie teraz mysle.
a więc sprostowanie: w Międzylesiu nie odbywa się żaden konkurs na Drwala Roku. wiem, że nie miałaś okazji gościć w moim rodzinnym mieście w okresie wakacyjnym, a tym samym ominęły Cie znane w gminie Dni Miedzylesia, czyli tzw. czysta zabawa z czystą. mamy coś podobnego za to, a mianowicie: Wbij gwoździa! za jednym zamachem trzeba wpierdutać gwoździa w belke, kto głębiej ten ma skrzynkę kilera albo libera. juz nie pamietam nazwy tego piwa. nie lada gratka bo szanse masz tylko jedną.wiem o tym dużo, bo pomysłodawcą jest mój sąsiad Rafał, włąściciel tartaku z resztą, który udostępnia belkę. jesteś z miasta nie wiem, czy wiesz, co to tartak. to tyle ze zmian, które chciałam tutaj wprowadzić, to dlatego,  żebyśmy od początku podąrzały drogą prawdy i rzetelnych informacji, chociaż wiem, że to prawie niewykonalne dla przyszłej dziennikarki.

Szkocja o tej porze, pytasz, mój Krasnalu?? nie wiem jak cała, ale stolica daje rade. jednym z powodów jest to, ze w tym miesiącu buty przemokły mi tylko 3 razy, a drugim to, że tu mieszkam. każdy jest zaskoczony, ze tak mało pada i tak sobie chodzą na letniaka w balerinach a jak pierdutnie to sie nie pozbierają. potem śmierdzi stęchlizną w autobusach, każdy z osobna jest miss podkoszulka. mama mi juz nie raz mowiła żebym sobie kupiła te kalosze (ma je nawet butik, w którym jestem asystentem sprzedaży i mam zniżke pracowniczą) ale ja powtarzam, że nie po to przyleciałam z wioski, żeby w mieście w gumowcach chodzić.
no to wykręcam te swoje trampki, kiedy już woda sięga kostek. poza tym to istna polska złota jesień w tej Szkocji, co potwierdzi pewnie jedna szósta z 10 tys. rodaków, których codziennie spotykam na drodze do my job.
o moim obecnym życiu nie będe tu dużo pisać bo powieje nudą i będzie wilgotno. z racji miejsca zamieszkania to slowo przylgnie do mnie na stałe. Wilgotna Marta- to też dobre hasło-wabik na naszych przyszłych fanów.

rzecz najważniejsza, pora na nią przyszła.
w tym roku przyjęłam za tradycję zapominanie o ważnych datach. zaliczyłam już trzy konkretne wtopy a ta z soboty jest czwarta i równie kolosalna. z pierwszymi trzema mi sie upiekło i zostałam rozgrzeszona, nie wiem jak pójdzie z ostatnią.??
 pozornie trudno zapomnieć o takim dniu, tym bardziej, kiedy moja mama ma to samo trzy dni poźniej. a jednak mi sie udało, a wine zwale na tryb życia business woman.
Joaśku sorka że mi umknęło Twoje pierwsze dzieścia:(
była to sobota, więc mam nadzieje, że zrobiłaś clubbing i błyszczałaś na parkiecie, jeszcze bardziej niż wtedy, gdy idziemy razem w miasto na weekendowe polowanie.
słodkie życzonka dostaniesz na priv :*

na razie kończę, bo rano znów ktoś będzie musiał użyć drapaka, żeby mnie zeskrobać z łóżka:(

ps. wielkie sory za błędy językowe. te ciągłe zagraniczne wyjazdy służbowe mieszają mi w słowniku.

pisała Marta zza wielkiej wody

sobota, 29 września 2012

Marto!

Nie bij. Jeszcze nie masz o niczym pojęcia, ale sama, nie dalej jak wczoraj, pisałaś mi, że za ratowanie świata trzeba się wziąć rychło, bo ma się kończyć podobno. Tak pomyślałam, można się przekonać, co bawi tylko nas a co cały uniwersum (już od początku chcę żebyśmy mądrze wypadły zobacz!). Co prywatniejsze sprawy, typu kto z kim i dlaczego, to zawsze zostawimy sobie na jakiś facebookowy, czatowy deser, a wszystko inne będziemy tu popychać. Nad Wrocławiem dziś jakaś atmosfera bolącej głowy, ale nie myśl, że znowu szalałam ciemną nocą. Dzieje się to tak po prostu. Na wódkę u nas trwa nagonka, także powiem Ci, mogłabyś się nie odnaleźć w panujących tu teraz warunkach. Chociaż zafascynowała mnie Twoja złota rada:"w Międzylesiu już doszedł ten lewy alkohol i mówią na niego F16, ale podobno jak się przecedzi przez chleb, to Cie nie zabije, ale wzmocni.". Wszystko fajnie, ale w mym rodzinnym mieście F16 popija się od lat w niejednej klatce poniemieckich kamienic. Także z czym do ludzi moja droga! Stasiu Gębka już ponad pięć lat temu miał z tego tytułu drobne zdrowotne komplikacje. Widocznie poszedł na całość i nie przecedził przez chleb, szalony! 
O egzaminie Ci nic nie mówię moja droga, gdyż mnie również nic o nim nie wiadomo! Pani Zosia z dziekanatu powiedziała: "Zadzwonię", ale ja już na niejednym castingu to słyszałam. Zwykle po czymś takim telefon milczy jak zaklęty! Także mam spore wątpliwości, czy aby na pewno dotrze do mnie informacja o terminie. Istnieje też możliwość, że nie tylko Ty i ja nie mamy o nim pojęcia. Co jeżeli nawet sama pani Zosia wciąż nic o tym nie wie?! Pozostaje mi tylko głęboko wierzyć, że to jedyna możliwa wersja wydarzeń i że jak pani Zosia tylko się czegoś dowie, to w trybie natychmiastowym da mi znać. W sumie pani Zosia to istne pozłacane srebro. Zawsze miła, zawsze pomoże, czasem nawet się uśmiechnie! Jest wyjątkiem od reguły, jeśli chodzi o obiegową opinię o paniach z dziekanatów. Podsumowując: jak będę cokolwiek wiedziała, dam znać, co byś mogła zmówić za mnie pacierz wieczorkiem. 
O poceniu się w Clio napiszę coś pewnie następnym razem, o ile zdołasz wyjść z szoku i odpisać mi do poniedziałku. Bo trzeba Ci wiedzieć, że właśnie w ten piękny dzień, który zarazem otwiera mój (drugi!) rok akademicki, mam kolejną jazdę elką. Także będąc pod wpływem świeżych doznań, z pewnością lepiej opiszę Ci co czułam wysiadając z samochodu. Choć to nie będzie już to samo, co działo się ze mną w sierpniowym, trzydziestostopniowym upale. Kończę ten temat, bo jeszcze ktoś by pomyślał, że dziewczynki też się pocą. Bzdura.
Tak a propos poniedziałku. Zastanawiam się w jaki sposób wyobrazić sobie powrót na uczelnię po półrocznych wakacjach. I powiem Ci, że nawet przy mojej imponującej wyobraźni - nic mi się nie wyświetla w głowie. Teraz chętnie ponarzekałabym na to, że to niemożliwe, że jestem na ekonomii, ale zaczekam z tym do rozpoczęcia roku. Potem będę to mogła pełnoprawnie czynić, aż do okolic czerwca, chyba że wcześniej nie zdam! Hołhołhoł. 
Powiedz mi jak Szkocja o tej porze roku. I co tam masz w głowie. 

Joanna ;*